2/10/2017

Skandynawia. Lodowate serca, czy jednak "Ciepło na Północy"?

O zamiłowaniu do podróżowania i poznawania nowych miejsc już opowiadałam, podobnie jak o mojej sympatii do Czech, czeskiej kultury i języka. A znacznie wcześniej pojawiła się u mnie miłość do Skandynawii i ogólnie krajów nordyckich, a w szczególności Finlandii. Sięga to czasów wczesnej podstawówki, gdy moim ulubionym zajęciem było kartkowanie atlasu geograficznego i uczenie się na pamięć wszystkich stolic, flag i innych faktów dotyczących poszczególnych krajów świata. Renia na pewno pamięta, bo ją zmuszałam, aby godzinami mnie przepytywała :) W ogóle geografia przez wiele lat była moją największą pasją, no może na równi z językami obcymi. Na początku gimnazjum przerabiałam sobie w wolnym czasie materiały do matury ;) Normalne to może nie było, ale nic nie poszło na marne. Dzięki temu wygrałam wojewódzki konkurs, który zwalniał mnie z części matematyczno-przyrodniczej egzaminu gimnazjalnego. A poza tym kilka lat później zdawałam maturę z tego przedmiotu, gdyż był wymagany do przyjęcia na studia z archeologii.


W każdym razie właśnie podczas tych godzin spędzonych nad mapami zrodziła się moja miłość do Skandynawii i chęć odwiedzenia krajów Północy. Poczekać musiałam dość długo, bo dopiero w 2008 roku po raz pierwszy byłam w Finlandii. Następnie miały miejsce cudowne podróże na Bornholm i do Ystad, do Danii oraz Skanii i znów do Finlandii. Jeszcze wiele przede mną, niemniej te miejsca, które miałam okazję zobaczyć, bardzo mi się podobały. Już myślę o kolejnych wycieczkach. Wspominam tu o Finlandii, która geograficznie w Skandynawii się nie znajduje, jednak na pewno należy do nordyckiego kręgu kulturowego, więc ją uwzględniam.

Jedna z malowniczych uliczek Ystad

W krajach skandynawskich fascynuje mnie wszystko - historia, szczególnie okres wikiński, architektura, języki, muzyka, sztuka, kino, przyroda, ludzie... Może zwłaszcza przyroda. Surowa, zimna, malownicza i na swój sposób egzotyczna. Jeśli chodzi o języki, to przez kilka lat uczyłam się na własną rękę fińskiego, potem przez rok szwedzkiego na kursie. Próbowałam też zgłębić wymowę islandzką, niestety z miernym skutkiem. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mi dane do tego powrócić, bo niestety żadnego z tych języków nie przyswoiłam na tyle, by się w nich porozumiewać. Chciałam w ramach archeologii zajmować się okresem wikińskim, ale moja droga zawodowa potoczyła się jednak innym torem. Za to w ramach historii sztuki piszę pracę magisterską o rusyfikacji przestrzeni publicznej w dziewiętnastowiecznych Helsinkach i porównuję tę sytuację z tym, co się działo wówczas w rosyjskiej Warszawie. Moje raczkujące umiejętności w zakresie fińskiego i szwedzkiego bardzo mi się teraz przydają, nieoceniona jest też pomoc mojej fińskiej przyjaciółki :)

Słynna romańska katedra w Lund

Trochę archeologii (muzeum w Lund)

Przyszła mi ochota tak o tym pogadać w kontekście książki, którą niedawno skończyłam czytać. Pozycję Szwedzi. Ciepło na Północy Katarzyny Molędy dostałam od Reni pod choinkę w zeszłym roku. Siostra doskonale wie, że uwielbiam książki o Skandynawii, zwłaszcza te reportażowe. Przeczytałam ich mnóstwo, część recenzowałam na portalu lubimyczytac.pl, możecie zajrzeć TUTAJ, jeśli ciekawi Was, co pochłonęłam w ostatnim czasie. Było tego znacznie więcej, będę się starała stopniowo uzupełniać moje opinie :)

Symbol Malmö - Turning Torso

Stacja do napompowania opon w rowerze w Malmö

Katarzyna Molęda od wielu lat mieszka w Szwecji. Z wykształcenia jest skandynawistką, z zawodu dziennikarką, jej teksty można przeczytać w wielu polskich pismach, m.in. w "Wysokich Obcasach". W latach 2007-2011 sprawowała funkcję konsula RP w Sztokholmie. Myślę, że poznała Szwecję i Szwedów na tyle dobrze, że wie, o czym mówi. Oczywiście to wciąż jej osobiste doświadczenia i subiektywne opinie, ale muszę przyznać, że w wielu aspektach są zbieżne z moimi spostrzeżeniami. Autorka w swojej książce porusza takie kwestie jak równość, poziom życia, tolerancja, ekologia czy bezpieczeństwo. Pisze sporo o życiu codziennym w Szwecji, ze swojej własnej perspektywy. Dementuje niektóre mity dotyczące Szwedów, ale nie rozgrzesza ich ze wszystkiego. Opisuje szwedzkie zwyczaje, dziwactwa i grzeszki. Nie chcę zdradzać za wiele, bo bardzo zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję, zwłaszcza jeśli Skandynawia jest bliska Waszemu sercu. Książka jest ciekawa i dobrze napisana, pod tym względem nie mam jej nic do zarzucenia. Pochłonęłam ją w kilka zimowych wieczorów :)


Po lekturze i uwzględnieniu moich własnych doświadczeń nasuwa mi się wiele przemyśleń. Myślę, że w Szwecji żyje się łatwiej, spokojniej i chyba zdrowiej niż w Polsce. Pewne sprawy, które Szwedom nie mieszczą się w głowie, u nas są na porządku dziennym. Państwo otacza obywateli daleko idącą opieką, to fakt. Poza tym ludzie zachowują zdecydowanie lepszą równowagę między pracą a życiem prywatnym niż w naszym kraju. Są na innym poziomie rozwoju cywilizacyjnego niż my, tego nie da się ukryć. Nie chcę jednak rozwodzić się w tym miejscu nad przyczynami, bo można by o tym napisać doktorat co najmniej, tak skomplikowana jest ta sytuacja. Niemniej w moim odczuciu Szwedzi w niektórych aspektach przesadzają, wykazując się nadgorliwością. Szczególnie podoba mi się jednak to, że mieszkańcy Szwecji tworzą społeczeństwo obywatelskie i mają wpojone pewne postawy, których większość Polaków nie potrafi zrozumieć. Chodzi mi o stosunek do odmienności, podejście do religii, poszanowanie wolności innych ludzi, dbałość o środowisko, podejście do zwierząt. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Celowo pomijam wątek uchodźców, których w Szwecji nie brakuje, bo to temat wywołujący skrajne emocje, a ja moją opinię w tej sprawie wolę zachować dla siebie i prywatnych rozmów w gronie przyjaciół i znajomych :) 


Jeśli zaś chodzi o samych Szwedów, czy nawet szerzej, Skandynawów, to może faktycznie są nieco bardziej zdystansowani i zamknięci w sobie, zwłaszcza Finowie, ale z mojego doświadczenia wynika, że tak naprawdę to oddani przyjaciele, na których zawsze można liczyć. Cenię sobie również ich szczerość oraz to, że możemy sobie razem pomilczeć przy piwie i nie zapada niezręczna cisza. Jestem małomówna, więc to dla mnie wybawienie :) No i świetne jest to, że w Skandynawii tak łatwo dogadać się po angielsku, nawet ze starszymi osobami. Zdarzyło mi się spotkać osoby, które angielskiego nie znały, ale tylko na Bornholmie i w małym fińskim miasteczku. W miejscach publicznych nie ma szans się nie porozumieć.


Czy jednak chciałabym zamieszkać w Szwecji lub innym kraju nordyckim? Jeszcze niedawno odpowiedziałabym, że nie. Że dobrze mi w Polsce, a do Skandynawii wolę sobie pojechać na wycieczkę i wrócić. Coraz częściej jednak myślę sobie, że pomieszkałabym sobie jakiś czas w takich Helsinkach albo jakimś mniejszym skandynawskim mieście. Do metropolii mnie jakoś nie ciągnie. Ja tymczasem uciekam planować swoją kolejną podróż na północ, a Wam polecam serdecznie książkę Katarzyny Molędy, jeśli chcecie dowiedzieć się, jak się żyje u naszych zamorskich sąsiadów :)

6 komentarzy:

  1. jako dziecko byłam na wycieczce na Bornholmie, ale ta urokliwa wyspa bardzo zapadła mi w pamięć. było tam kolorowo, czysto, więcej rowerów niż aut i te kamieniste plaże!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to prawda, jest tam czyściutko i kolorowo :) A do tego cicho, spokojnie i malowniczo. To zdecydowanie najpiękniejsze miejsce, jakie do tej pory odwiedziłam (no może obok Słowenii) i na pewno tam wrócę :)

      Usuń
  2. oj kiedyś moim marzeniem było zamieszkać w Skandynawii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było podobnie, potem mi przeszło trochę, a teraz biorę to znów pod uwagę :)

      Usuń
    2. ciągnie w te piękne miejsca

      Usuń
    3. Oj, tak, muszę przyznać, że piękno przyrody to najistotniejszy czynnik, przez który mnie tam ciągnie :D

      Usuń

Copyright © 2016 Black Rainbow Blog , Blogger