11/20/2016

Kolejne spotkanie z Wampirami z Helsinek - koncert The 69 Eyes w krakowskim Klubie Kwadrat, 10.11.2016 r.

Nieco ponad tydzień temu miałam okazję uczestniczyć w koncercie jednej z moich ulubionych kapel. Jak już wspominałam, muzyka znaczy dla mnie bardzo wiele i korzystam z każdej okazji, by móc jej posłuchać na żywo. Czego jak czego, ale koncertu trudno jest mi sobie odmówić i w efekcie kilka razy w roku jadę gdzieś w świat, by spotkać moje ulubione zespoły. A przy tym zdecydowanie wolę kameralne koncerty w klubach, nie przepadam za festiwalami, choć czasem i na nie zdarza mi się wybrać. W każdym razie większość moich ukochanych kapel już miałam okazję oglądać na żywo, niektóre nawet wielokrotnie. Cóż, kocham muzykę z całego serca i raczej w tym względzie na razie nic się nie zmieni!

Generalnie, nie jestem typem, który słucha wszystkiego. To znaczy, cenię różne gatunki muzyczne, ale mam stały zestaw ulubionych zespołów, poza spektrum których wykraczam stosunkowo rzadko i raczej po pojedyncze utwory bądź płyty. Nie zrozumcie mnie źle, lubię odkrywać nowe kapele, a i moi ulubieńcy są dość różnorodni, jednak jestem stała w uczuciach i na co dzień sięgam po sprawdzoną playlistę.

Źródło
The 69 Eyes zajmują naprawdę specjalne miejsce w moim sercu. Zespół pochodzi z Helsinek, stolicy mojej ukochanej Finlandii. Chłopaki grają muzę, którą sami określają jako goth'n'roll. Myślę, że ta nazwa oddaje dokładnie to, czym jest ich styl - połączeniem rock'n'rollowego brzmienia i głębokiego głosu wokalisty z gotyckim klimatem rodem z oldschoolowych horrorów. Uwielbiam to zestawienie, wybitnie kojarzy mi się z Halloween! Kapela w moim prywatnym rankingu pozostawała zawsze trochę w tyle za moimi absolutnymi ulubieńcami z HIM. Do czasu, aż jednych i drugich obejrzałam na żywo. Kocham HIM miłością niezmienną i stałą, ale jeśli chodzi o występy na żywo, to The 69 Eyes stali się moimi faworytami. Robią genialne show, łapią świetny kontakt z publicznością, prezentują świetne, różnorodne setlisty i nie gwiazdorzą - znajdują czas dla fanów i są niezwykle sympatyczni. Miałam okazję wziąć od nich autografy, porozmawiać z nimi, zrobić sobie zdjęcie, a nawet wypić toast z gitarzystą :) A na jednym z koncertów we Wrocławiu (prawie) złapałam kostkę do gitary - ostatecznie z podłogi podniósł ją jakiś chłopiec, ale gdy zobaczył moją smutną minę, oddał mi swoją zdobycz. Ach, jakie to romantyczne... Niestety bez ciągu dalszego, ale i tak było mi bardzo miło :)

Źródło
Moja przygoda z The 69 Eyes zaczęła się w 2007 roku. Od dawna znałam zespół ze słyszenia, bo współpracowali z HIMem, pamiętam nawet, jak będąc jeszcze w podstawówce, zwróciłam uwagę na naszywkę na plecaku jakiejś gotki, którą widziałam przelotem na dworcu autobusowym w Szczawnicy - bardzo mnie zaintrygowała przekorna nazwa, jednak jeszcze długo nie zapoznałam się z twórczością kapeli. Oczywiście za wszystkim stoi przypadek. Chciałam w Media Markt kupić bilet na koncert Apocalyptici we Wrocławiu, ale niestety, wszystko było wyprzedane. Pan zaproponował mi The 69 Eyes w krakowskim Loch Ness, a ja bez namysłu zdecydowałam się na zakup wejściówki na występ właściwie nieznanego mi zespołu. Dopiero po fakcie zaczęłam zapoznawać się z utworami grupy - pokrętna kolejność, ale nie żałuję! Wsiąkłam totalnie w ten klimat. Widziałam ich na żywo już 7 raz i tęsknię za każdym kolejnym koncertem. Po krakowskim Loch Ness w 2007 przyszedł czas na Ruisrock w Finlandii w 2008 (wspaniały wyjazd i cudowna przygoda!), warszawską Progresję w 2009, wrocławski Firlej w 2010 (gdzie się spóźniłam, bo po kolokwium ze Sztuki średniowiecznej powszechnej kimnęłam się i zaspałam; w rezultacie musiałam przez cały koncert stać z płaszczem...) oraz Alibi w 2013 (z którego wróciłam ze wspomnianą kostką i słuchem przytępionym na ponad 2 tygodnie), cudowne Castle Party w 2014 i krakowski Kwadrat w tym roku :) Po prostu - chłopaki z The 69 Eyes dają mi mnóstwo pozytywnej energii, w trakcie ich występów zapominam o problemach i świetnie się bawię. I jestem im za to bardzo wdzięczna!




Tym razem również było cudownie, energetycznie i magicznie. Bawiłam się świetnie! Ostatnio mój nastrój jest bardzo kiepski, a jednak koncert go nieco poprawił, chociaż na chwilę. Sam klub oceniam pozytywnie, sprawia wrażenie bardzo klimatycznego. Poza tym lubię, gdy scena jest dość wysoko, tak, że większość osób może swobodnie obserwować koncert (ja i tak zawsze zakładam wysokie buty, żeby nikt mi nie zasłaniał, haha). Nagłośnienie może nie było najgorsze, ale jak dla mnie było za głośno, dobrze, że miałam ze sobą stopery. Po przygodzie w Alibi, kiedy myślałam, że będę musiała iść do lekarza, bo tracę słuch, wolę mieć je przy sobie. Chociaż i tak za każdym razem zapominałam, aż do teraz ;)


Przed gwiazdą wieczoru zagrały dwa supporty. Pierwszy z nich, polski Batalion d'Amour, nie powalił mnie na kolana. Grali dość fajnie, ale nie poczułam tego czegoś, klimat ich muzy nie przekonał mnie do końca. Wokalistka była bardzo dobra technicznie, ale jej ekspresja i maniera w śpiewaniu nie przypadły mi do gustu. Najlepiej wypadł w moim odczuciu cover utworu Personal Jesus wykonywanego oryginalnie przez Depeche Mode (coverowany również przez wielbionego przeze mnie Marilyna Mansona). Druga w kolejce była grupa Vlad in Tears, założona przez trzech włoskich braci. Szczerze mówiąc, też mnie nie porwali, wydawali mi się trochę kiczowaci i infantylni, ale mimo wszystko bawiłam się nieźle :)



Koło 22.00 przyszedł czas na gwóźdź programu i na scenę wkroczyli The 69 Eyes. Byli wspaniali, jak zwykle. Co prawda, nie przebili swojego genialnego występu na Castle Party w 2014 roku, ale i tak było super! Ogrom pozytywnej energii :) Podziwiam to, jak oni bawią się muzyką! Wciąż są w świetnej formie :) Uwielbiam wokalistę występującego pod pseudonimem Jyrki69 <3 Jest mega przystojny i wszechstronnie utalentowany, ma piękny, niski i głęboki głos, a do tego jeszcze dobre serce - działa jako ambasador dobrej woli UNICEF i angażuje się w liczne akcje dobroczynne. A z wykształcenia jest chemikiem :) The 69 Eyes zagrali tym razem 18 utworów, w tym chyba wszystkie, do których mam ogromny sentyment i które bardzo chciałam ponownie usłyszeć - m.in. Betty Blue, Sister of Charity, Dance d'amour, Wasting the Dawn i oczywiście moje ukochane Lost Boys. Wykonali sporo piosenek z nowej płyty Universal Monsters, ale cieszę się, że nie przytłoczyły one setlisty, zwłaszcza że osobiście jestem wielką fanką starszych płyt, te ostatnie nie poruszyły tak mego serca. Krótko mówiąc - kapela trzyma poziom i daje mi wiele radości!

Mała galeria z koncertu:









Kilka fragmentów video, abyście mieli chociaż namiastkę tego, jak było :) A może ktoś z Was się do nich przekona? :)








Ciekawa galeria jest też dostępna na stronie organizatora galicja.net

SETLISTA:

Framed in Blood
Miss Pastis
Betty Blue
Jet Fighter Plane
Gothic Girl
Don't Turn Your Back on Fear
Sister of Charity
Tonight
Dolce Vita
The Chair
Shallow Graves
Never Say Die
Jerusalem
Feel Berlin
Brandon Lee

Encore:
Wasting the Dawn
Dance d'Amour
Lost Boys

Wampiry z Helsinek, jak muzycy sami się określają, znów dały czadu na polskiej ziemi i mam nadzieję, że długo nie będę musiała czekać na ich ponowny występ w naszym kraju :) You wanna rock? Nothing's gonna make you stop!

2 komentarze:

  1. jako nastolatka uwielbiałam HIM, ale dawno już nie słuchałam. opisywanego przez Ciebie zespołu nie znam. na koncerty chodzę niezwykle rzadko, bo nienawidzę tłumów i ciężko mi się przemóc (jako 19 latka zostałam prawie przez tłum stratowana podczas ogromnego koncertu, ludzie przygwoździli mnie do muru)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bywam na dużych koncertach, ale też nie przepadam za tłumami, stresują mnie, jednak wolę takie małe koncerty jak ten w Kwadracie :) Tutaj było naprawdę niewiele osób, taki plus, że The 69 Eyes nie są bardzo znani ;)

      Usuń

Copyright © 2016 Black Rainbow Blog , Blogger