11/20/2016

Kolejne spotkanie z Wampirami z Helsinek - koncert The 69 Eyes w krakowskim Klubie Kwadrat, 10.11.2016 r.

Kolejne spotkanie z Wampirami z Helsinek - koncert The 69 Eyes w krakowskim Klubie Kwadrat, 10.11.2016 r.
Nieco ponad tydzień temu miałam okazję uczestniczyć w koncercie jednej z moich ulubionych kapel. Jak już wspominałam, muzyka znaczy dla mnie bardzo wiele i korzystam z każdej okazji, by móc jej posłuchać na żywo. Czego jak czego, ale koncertu trudno jest mi sobie odmówić i w efekcie kilka razy w roku jadę gdzieś w świat, by spotkać moje ulubione zespoły. A przy tym zdecydowanie wolę kameralne koncerty w klubach, nie przepadam za festiwalami, choć czasem i na nie zdarza mi się wybrać. W każdym razie większość moich ukochanych kapel już miałam okazję oglądać na żywo, niektóre nawet wielokrotnie. Cóż, kocham muzykę z całego serca i raczej w tym względzie na razie nic się nie zmieni!

Generalnie, nie jestem typem, który słucha wszystkiego. To znaczy, cenię różne gatunki muzyczne, ale mam stały zestaw ulubionych zespołów, poza spektrum których wykraczam stosunkowo rzadko i raczej po pojedyncze utwory bądź płyty. Nie zrozumcie mnie źle, lubię odkrywać nowe kapele, a i moi ulubieńcy są dość różnorodni, jednak jestem stała w uczuciach i na co dzień sięgam po sprawdzoną playlistę.

Źródło
The 69 Eyes zajmują naprawdę specjalne miejsce w moim sercu. Zespół pochodzi z Helsinek, stolicy mojej ukochanej Finlandii. Chłopaki grają muzę, którą sami określają jako goth'n'roll. Myślę, że ta nazwa oddaje dokładnie to, czym jest ich styl - połączeniem rock'n'rollowego brzmienia i głębokiego głosu wokalisty z gotyckim klimatem rodem z oldschoolowych horrorów. Uwielbiam to zestawienie, wybitnie kojarzy mi się z Halloween! Kapela w moim prywatnym rankingu pozostawała zawsze trochę w tyle za moimi absolutnymi ulubieńcami z HIM. Do czasu, aż jednych i drugich obejrzałam na żywo. Kocham HIM miłością niezmienną i stałą, ale jeśli chodzi o występy na żywo, to The 69 Eyes stali się moimi faworytami. Robią genialne show, łapią świetny kontakt z publicznością, prezentują świetne, różnorodne setlisty i nie gwiazdorzą - znajdują czas dla fanów i są niezwykle sympatyczni. Miałam okazję wziąć od nich autografy, porozmawiać z nimi, zrobić sobie zdjęcie, a nawet wypić toast z gitarzystą :) A na jednym z koncertów we Wrocławiu (prawie) złapałam kostkę do gitary - ostatecznie z podłogi podniósł ją jakiś chłopiec, ale gdy zobaczył moją smutną minę, oddał mi swoją zdobycz. Ach, jakie to romantyczne... Niestety bez ciągu dalszego, ale i tak było mi bardzo miło :)

Źródło
Moja przygoda z The 69 Eyes zaczęła się w 2007 roku. Od dawna znałam zespół ze słyszenia, bo współpracowali z HIMem, pamiętam nawet, jak będąc jeszcze w podstawówce, zwróciłam uwagę na naszywkę na plecaku jakiejś gotki, którą widziałam przelotem na dworcu autobusowym w Szczawnicy - bardzo mnie zaintrygowała przekorna nazwa, jednak jeszcze długo nie zapoznałam się z twórczością kapeli. Oczywiście za wszystkim stoi przypadek. Chciałam w Media Markt kupić bilet na koncert Apocalyptici we Wrocławiu, ale niestety, wszystko było wyprzedane. Pan zaproponował mi The 69 Eyes w krakowskim Loch Ness, a ja bez namysłu zdecydowałam się na zakup wejściówki na występ właściwie nieznanego mi zespołu. Dopiero po fakcie zaczęłam zapoznawać się z utworami grupy - pokrętna kolejność, ale nie żałuję! Wsiąkłam totalnie w ten klimat. Widziałam ich na żywo już 7 raz i tęsknię za każdym kolejnym koncertem. Po krakowskim Loch Ness w 2007 przyszedł czas na Ruisrock w Finlandii w 2008 (wspaniały wyjazd i cudowna przygoda!), warszawską Progresję w 2009, wrocławski Firlej w 2010 (gdzie się spóźniłam, bo po kolokwium ze Sztuki średniowiecznej powszechnej kimnęłam się i zaspałam; w rezultacie musiałam przez cały koncert stać z płaszczem...) oraz Alibi w 2013 (z którego wróciłam ze wspomnianą kostką i słuchem przytępionym na ponad 2 tygodnie), cudowne Castle Party w 2014 i krakowski Kwadrat w tym roku :) Po prostu - chłopaki z The 69 Eyes dają mi mnóstwo pozytywnej energii, w trakcie ich występów zapominam o problemach i świetnie się bawię. I jestem im za to bardzo wdzięczna!




Tym razem również było cudownie, energetycznie i magicznie. Bawiłam się świetnie! Ostatnio mój nastrój jest bardzo kiepski, a jednak koncert go nieco poprawił, chociaż na chwilę. Sam klub oceniam pozytywnie, sprawia wrażenie bardzo klimatycznego. Poza tym lubię, gdy scena jest dość wysoko, tak, że większość osób może swobodnie obserwować koncert (ja i tak zawsze zakładam wysokie buty, żeby nikt mi nie zasłaniał, haha). Nagłośnienie może nie było najgorsze, ale jak dla mnie było za głośno, dobrze, że miałam ze sobą stopery. Po przygodzie w Alibi, kiedy myślałam, że będę musiała iść do lekarza, bo tracę słuch, wolę mieć je przy sobie. Chociaż i tak za każdym razem zapominałam, aż do teraz ;)


Przed gwiazdą wieczoru zagrały dwa supporty. Pierwszy z nich, polski Batalion d'Amour, nie powalił mnie na kolana. Grali dość fajnie, ale nie poczułam tego czegoś, klimat ich muzy nie przekonał mnie do końca. Wokalistka była bardzo dobra technicznie, ale jej ekspresja i maniera w śpiewaniu nie przypadły mi do gustu. Najlepiej wypadł w moim odczuciu cover utworu Personal Jesus wykonywanego oryginalnie przez Depeche Mode (coverowany również przez wielbionego przeze mnie Marilyna Mansona). Druga w kolejce była grupa Vlad in Tears, założona przez trzech włoskich braci. Szczerze mówiąc, też mnie nie porwali, wydawali mi się trochę kiczowaci i infantylni, ale mimo wszystko bawiłam się nieźle :)



Koło 22.00 przyszedł czas na gwóźdź programu i na scenę wkroczyli The 69 Eyes. Byli wspaniali, jak zwykle. Co prawda, nie przebili swojego genialnego występu na Castle Party w 2014 roku, ale i tak było super! Ogrom pozytywnej energii :) Podziwiam to, jak oni bawią się muzyką! Wciąż są w świetnej formie :) Uwielbiam wokalistę występującego pod pseudonimem Jyrki69 <3 Jest mega przystojny i wszechstronnie utalentowany, ma piękny, niski i głęboki głos, a do tego jeszcze dobre serce - działa jako ambasador dobrej woli UNICEF i angażuje się w liczne akcje dobroczynne. A z wykształcenia jest chemikiem :) The 69 Eyes zagrali tym razem 18 utworów, w tym chyba wszystkie, do których mam ogromny sentyment i które bardzo chciałam ponownie usłyszeć - m.in. Betty Blue, Sister of Charity, Dance d'amour, Wasting the Dawn i oczywiście moje ukochane Lost Boys. Wykonali sporo piosenek z nowej płyty Universal Monsters, ale cieszę się, że nie przytłoczyły one setlisty, zwłaszcza że osobiście jestem wielką fanką starszych płyt, te ostatnie nie poruszyły tak mego serca. Krótko mówiąc - kapela trzyma poziom i daje mi wiele radości!

Mała galeria z koncertu:









Kilka fragmentów video, abyście mieli chociaż namiastkę tego, jak było :) A może ktoś z Was się do nich przekona? :)








Ciekawa galeria jest też dostępna na stronie organizatora galicja.net

SETLISTA:

Framed in Blood
Miss Pastis
Betty Blue
Jet Fighter Plane
Gothic Girl
Don't Turn Your Back on Fear
Sister of Charity
Tonight
Dolce Vita
The Chair
Shallow Graves
Never Say Die
Jerusalem
Feel Berlin
Brandon Lee

Encore:
Wasting the Dawn
Dance d'Amour
Lost Boys

Wampiry z Helsinek, jak muzycy sami się określają, znów dały czadu na polskiej ziemi i mam nadzieję, że długo nie będę musiała czekać na ich ponowny występ w naszym kraju :) You wanna rock? Nothing's gonna make you stop!

11/09/2016

5 rozrywkowych kanałów na youtube, które warto poznać #1

5 rozrywkowych kanałów na youtube, które warto poznać #1
Od kilku lat regularnie oglądam filmy na youtube, praktycznie codziennie tam zaglądam i zapoznaję się z nowościami z ulubionych kanałów. Postanowiłam przedstawić Wam pięciu twórców, których z przyjemnością śledzę i nie omijam żadnych ich filmów. Chociaż śledzę dziesiątki kanałów urodowych i to właśnie one dominują na mojej liście subskrypcyjnej, bo chcę być na bieżąco z wszystkimi sprawami kosmetycznymi, to tutaj ich nie znajdziecie - być może przygotuję taki wpis na mojego urodowego bloga, a tutaj skupię się na tematach nieurodowych, takich, które oglądam dla rozrywki i relaksu. Przyznam, że bardzo ciężko było mi wybrać tylko pięć kanałów, ale uznałam, że nie będę wydłużać listy, tylko za jakiś czas przedstawię Wam kolejne zestawienie. Zapraszam na przegląd! Kolejność przypadkowa :)

Źródło


Z Dupy

Kanał Macieja Dąbrowskiego i jego piwnicę, pamiętam jak dziś, poznałam dzięki mojej siostrze w 2014 roku, dzień przed egzaminem z Dziejów myśli o sztuce. I zamiast się uczyć, to całą noc spędziłam oglądając po kolei filmy, z wypiekami na twarzy i śmiejąc się do łez. Byłam, i w sumie wciąż jestem, zachwycona, a egzamin fartem zaliczyłam ;) 

Chciałabym Wam zwięźle przekazać, dlaczego tak cenię ten kanał, ale nie wiem, czy potrafię się tak streścić ;) W skrócie - prowadzący przeklina, wulgarnie żartuje, często z tematów poważnych. Dosadnie, aczkolwiek niezwykle trafnie, komentuje rzeczywistość. Kompletnie mi to nie przeszkadza, bo pod tą ordynarnością kryje się wysokiej jakości treść, głębokie przemyślenia i mnóstwo ciekawych odwołań do szeroko pojętego świata kultury. Odpowiada mi humor Maćka, uwielbiam jego dystans do siebie i świata - po prostu bawią nas podobne rzeczy. Poza tym moje poglądy, podejście do wielu spraw i preferencje muzyczno-filmowe są bardzo zbliżone. Odczuwam ciepło w sercu za każdym razem, kiedy Maciej opowiada o czymś, co sama cenię, albo gdy zajmuje w jakiejś sprawie stanowisko dokładnie takie, jakie sama bym zajęła. Zwłaszcza na początku kolejne odcinki umacniały we mnie takie poczucie błogiego zrozumienia. Myślałam sobie - ten koleś wyjął mi to z ust! - coby nawiązać do stylistyki Z Dupy. Naprawdę nieraz mam ochotę przybić z Maćkiem piątkę :) Program mnie bawi, cieszy i stymuluje intelektualnie.

Cieszę się, że takie osoby można znaleźć na polskim youtube, podnosi mnie to na duchu. Z pozoru może się wydawać, że to kanał dobry dla trzynastolatków, którzy oglądają Z Dupy i myślą, że są tacy wielce zbuntowani, bo słuchają, jak prowadzący rzuca mięsem i niewybrednymi żartami, ale moim zdaniem filmy Macieja to przede wszystkim gratka dla widza dojrzałego, wnikliwego, oczytanego, obytego z kulturą, tolerancyjnego, wyluzowanego i z trzeźwym podejściem do życia. Czyli dla mnie :) Haha, żartuję :) Bardzo lubię wszystkie formaty, które pojawiają się na kanale, ale moimi ulubionymi są podstawowe odcinki Z Dupy oraz całkiem świeży Kurwtura, głupcze! Mogłabym tak długo się rozpisywać na temat twórczości Maćka, najlepiej więc będzie, jak sami sprawdzicie.




Cyber Marian

Jestem pod wrażeniem talentu tego gościa. Stworzył spójną i fascynującą postać, rodem z PRL-u, a jednak wciśniętą w wirtualną współczesność. Pełną sprzeczności, ale bardzo nam bliską. Produkcje są tak wysokiej jakości, że aż oko się cieszy, serce raduje, a zmysł estetyki jest mile łechtany. Świetne zdjęcia, montaż, pomysły i oczywiście charakteryzacja Mariana. Facet wiele przeżył, pokonał raka, nie poddał się i żyje pełnią życia, robiąc świetne, kreatywne rzeczy. Chapeau bas! Polecam Wam szczególnie podstawowy format kanału, czyli Cyber Info, a także Telebłyski, choć Marian najbardziej znany jest ze swoich Mega Mixów z ukrytym polskim, w których kompiluje fragmenty piosenek, dopisując do nich zasłyszany polski tekst.

Filmy Cyber Mariana również stanowią swoisty komentarz do otaczającej nas rzeczywistości, przedstawionej w sposób humorystyczny. Jest to kolejny twórca, który dostarcza mi porządną dawkę rozrywki, a przy tym przekazuje w zawoalowany sposób wartościowe treści. I dodaje otuchy! Naprawdę, Cyber Marian działa na mnie antydepresyjnie i podbudowująco.




Ten Second Songs

Anthony Vincent to bardzo utalentowany muzyk, który nagrywa własne, pomysłowe przeróbki wielkich hitów w stylu różnych kapel. Świetnie pokazuje, jak aranżacja może zmienić efekt końcowy i finalne brzmienie utworu. Aby przygotować tak precyzyjne covery, trzeba być niezwykle wnikliwym obserwatorem. I oczywiście wybitnym muzykiem. Świetna robota! Moim ulubionym przerobionym utworem jest chyba In the End zespołu Linkin Park.




Sock Puppet Parody

Kolejne bardzo zabawne i kreatywne przeróbki muzyczne. Skarpetkowe pacynki śpiewają skarpetkowe wersje słynnych hitów. Tekst jest zmodyfikowany tak, aby pasował do tematu. Wszystko w odpowiedniej oprawie graficznej, przy zachowaniu brzmienia oryginału. Wyobrażam sobie, że twórcy muszą włożyć mnóstwo pracy w przygotowanie takiego jednego coveru. Polecam! Dla przykładu Wait and Bleed kapeli Slipknot przerobiony na Wait in Bleach :)




Frog Leap Studios

Ostatni, również muzyczny kanał. Pochodzący z Norwegii Leo Morachiolli nagrywa metalowe covery różnych, niekiedy mocno niemetalowych przebojów. Nie zawsze przeróbka podoba mi się bardziej niż oryginał, ale lubię je oglądać. I oczywiście słuchać. Leo kręci do swoich coverów pełne luzu, zabawne, pomysłowe teledyski i sam nagrywa muzykę, nie tylko wokale. Jestem pod wrażeniem, bo wyobrażam sobie, ile razy musi wykonywać dany utwór, żeby móc to później ciekawie zmontować. Szacun! Dla Was mam jeden z moich ulubionych coverów Leo - Stressed Out zespołu 21 Pilots :)




To dzisiejsza piątka, ale będą kolejne. Dzisiaj mocno muzycznie i kulturowo, ale ta tematyka mnie najbardziej zajmuje, a muzyka odgrywa w moim życiu ogromną rolę, jedną z najważniejszych. Osobiście uważam, że na youtube można znaleźć bardzo ciekawe filmy, niekiedy dużo bardziej wartościowe niż w tradycyjnej telewizji. Dlatego nie podoba mi się, gdy ktoś umniejsza osiągnięciom i talentowi internetowych twórców. Mam nadzieję, że moje propozycje przypadną Wam do gustu. Naprawdę warto je sprawdzić i wesprzeć utalentowanych ludzi z pasją!

Znacie któryś z tych kanałów?

11/06/2016

Berg, Napoleon i... Purkyně, czyli historyczne multi-kulti we Wrocławiu z czeskim w tle

Berg, Napoleon i... Purkyně, czyli historyczne multi-kulti we Wrocławiu z czeskim w tle
Dzisiaj będzie trochę misz-masz. Bo znów zacznę od kilku słów wyjaśnienia. Otóż, osoby, które znają mnie na co dzień, doskonale wiedzą, że od wielu lat interesuję się czeską kulturą, zwłaszcza kinem. Ostatni semestr studiów z archeologii spędziłam w Pradze i wracam tam tak często, jak tylko mogę. Moja miłość do tego kraju na pewno jeszcze znajdzie wyraz we wpisach na blogu :) Przed wyjazdem na Erasmusa zaczęłam się uczyć języka czeskiego, samodzielnie z podręczników. Potem zostałam rzucona, a w zasadzie sama się rzuciłam na głęboką wodę, bo na Uniwersytecie Karola uczestniczyłam wyłącznie w zajęciach po czesku, w tym języku zdawałam też egzaminy. Po powrocie do Wrocławia miałam dwa lata przerwy w nauce, a teraz już trzeci rok uczęszczam na kurs języka czeskiego w szkole Profi-Lingua. Gdyby ktoś rozważał naukę, to z całego serca polecam zajęcia z Beatą, która tam uczy, to najlepsza lektorka, na jaką trafiłam - a przerobiłam już tyle języków, szkół i lektorów, że mam duże doświadczenie ;)


Tak się wkręciłam w ten język, że z niecierpliwością czekam na każde kolejne zajęcia. Nic mnie tak nie relaksuje jak nauka czeskiego :) Może jestem nienormalna, no ale tak już jest ;) Ale tu nie tylko o kurs chodzi. We Wrocławiu odbywa się, i to nie tylko w ramach ESK, wiele wydarzeń związanych z czeską kulturą. Zapraszani są na przykład czescy artyści i reżyserzy - ostatnio miałam okazję brać udział w spotkaniu z Jiřím Menzlem przed seansem Skowronków na uwięzi i Petrem Zelenką z okazji premiery jego nowego filmu Zagubieni. Kocham wrocławskie Kino Nowe Horyzonty za organizację takich spotkań :) Jest też sporo koncertów, aczkolwiek akurat nie miałam ostatnio okazji być na żadnym.

Źródło

Ogromne zasługi dla krzewienia kultury czeskiej we Wrocławiu i przybliżaniu Czechom Wrocławia ma Natalia, Czeszka, która mieszka w stolicy Dolnego Śląska i prowadzi świetnego bloga Květ Evropy. Ekipa bloga organizuje wiele ciekawych wydarzeń, takich jak spotkania z językiem czeskim przy piwie Czeski z Pianką, zwiedzanie Wrocławia po czesku i polsku, ostatnio miało nawet miejsce warzenie piwa, w którym niestety z powodu wyjazdu nie mogłam wziąć udziału. Bardzo się cieszę, że takie inicjatywy mają miejsce, bo wreszcie mam ochotę ruszać tyłek z domu, by robić to, co lubię. A przy okazji poznaję ciekawych ludzi z pasją. Miałam już okazję uczestniczyć w spacerze śladami Jana Ewangelisty Purkyněgo, czeskiego fizjologa i anatoma, który we Wrocławiu w 1842 roku założył pierwsze na świecie laboratorium fizjologiczne. Z jego osobą związana była gra miejska zorganizowana przez Beatę i Natalię w ramach budżetu ESK 2016. Świetna sprawa, dowiedziałam się wielu informacji na temat tej ciekawej postaci.

Fot. Wladyslaw Sojka www.sojka.photo

Ostatnio wybrałam się też na zwiedzanie Hali Stulecia i Centrum Poznawczego w języku czeskim. Każdemu, kto wybiera się do Wrocławia, serdecznie polecam to miejsce, bo Wrocławianom raczej przedstawiać go nie trzeba. Hala Stulecia powstała według projektu i pod kierunkiem wybitnego niemieckiego architekta urodzonego w Szczecinie, Maxa Berga, w latach 1911-1913. Upamiętniała setną rocznicę bitwy pod Lipskiem, w której pokonany został Napoleon Bonaparte. To bardzo interesująca budowla, która gościła w swym wnętrzu mnóstwo niezwykle ważnych wydarzeń, chociażby Wystawę Stulecia, Światowy Kongres Intelektualistów czy Wystawę Ziem Odzyskanych. Ze względu na swą unikatową żelbetową konstrukcję została w 2006 roku wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Ale tereny wystawowe to nie tylko Hala, a ogromne założenie wokół niej. W otoczeniu można pospacerować po Parku Szczytnickim, odwiedzić wystawę sztuki w Pawilonie Czterech Kopuł, obejrzeć multimedialną fontannę przy Pergoli, podziwiać Ogród Japoński, obejrzeć Iglicę czy odwiedzić ZOO ze słynnym Afrykarium. To bez wątpienia jeden z ciekawszych i najobfitszych w atrakcje rejon Wrocławia.



Ale wracając do czeskiej wycieczki. Oprowadzała nas Bogna, która pracuje w Centrum Poznawczym i świetnie mówi po czesku. Mam nadzieję, że ja też kiedyś będę tak mówiła, bo na razie wysławianie się to moja najsłabsza strona. W centrum mieści się niezwykle ciekawa wystawa multimedialna, która opowiada o historii Hali Stulecia. Wyposażona jest w ekrany dotykowe, filmy i inne urządzenia, które w przystępny sposób przybliżają nam różne zagadnienia związane z budowlą oraz dziejami Wrocławia w okresie modernizmu. Muszę tam wrócić, bo nie zdążyłam wszystkiego obejrzeć :) Weszliśmy też do wnętrza Hali, które jest mi doskonale znane, bowiem nieraz byłam tam na koncercie lub spektaklu. Wystawa w Centrum Poznawczym nie należy do najtańszych, ale zdecydowanie warto się tam wybrać - to nowoczesna, interaktywna ekspozycja, która zaciekawi nie tylko dorosłych, ale też najmłodszych.



Cieszę się, że mogę we Wrocławiu brać udział w inicjatywach związanych z czeską kulturą, ponieważ pozwala mi to rozwijać moje zainteresowania oraz umiejętności językowe, poznawać nowych ludzi i spędzać miło czas. Brakowało mi czegoś takiego przez okres studiów. Co prawda, prowadziłam wtedy Koło Naukowe, ale to jednak nie to samo. Poza tym, jak wynika z mojego wywodu, Wrocław to naprawdę miasto o bogatej kulturowo historii. Spotykają się tu wpływy niemieckie, czeskie i polskie, a nawet przewija się wątek francuski. Właśnie to odkrywanie śladów różnych kultur najbardziej fascynowało mnie w dziejach mojego miasta. Wspominałam o tym w poprzednim wpisie i pewnie jeszcze nie raz o tym napomknę :)


Obiecuję, że następnym razem napiszę o czymś innym, chociaż o Wrocławiu i okolicach to mogę opowiadać bez końca :)

11/02/2016

Cudze chwalicie, swego nie znacie - wrocławska Leśnica

Cudze chwalicie, swego nie znacie - wrocławska Leśnica
Wiele podróżujemy, odwiedzamy egzotyczne miejsca, a jednak bardzo często nie poznajemy swej najbliższej okolicy. I nie mówię nawet o regionie czy kraju, ale o własnym mieście, miejscowości, w której mieszkamy. Bo zawsze zdążymy, bo wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie w niektórych rejonach nigdy nie stawiamy swej stopy. A gwarantuję Wam, że w każdej wsi, miasteczku czy mieście są ciekawe, niekiedy nawet zaskakujące miejsca. Warto je wyszukiwać :)


U mnie było nieco inaczej, bo od dziecka interesowałam się historią Wrocławia i Dolnego Śląska, już w podstawówce czytałam poważne książki na ten temat. Bardzo fascynowała mnie szeroko rozumiana okolica i uwielbiałam edukację regionalną, którą mieliśmy w gimnazjum. Należałam do kółka regionalnego oraz bardzo aktywnie udzielałam się w Kole Młodych Miłośników Starych Miast, które działało przy Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu. Swoją drogą, ciekawa jestem, czy dalej funkcjonuje, czy może umarło śmiercią naturalną... Bardzo miło wspominam ten okres - zwiedzaliśmy wspólnie wrocławskie zabytki, uczestniczyliśmy w wykładach i wystawach, a nawet pojechaliśmy na ogólnopolski zjazd do Jasła. Z kolegami z Koła opracowaliśmy też innowacyjną, interaktywną trasę turystyczną po Wrocławiu i dostaliśmy za nią nagrodę :) Chwalę się, bo do tej pory jestem szczerze z nas dumna ;) Wówczas, czyli ponad 10 lat temu, to była naprawdę nowinka - wszystkie punkty na naszej trasie związane były z II wojną światową, każdy z nich, opatrzony zdjęciami, opisem i filmowym komentarzem, w którym opowiadaliśmy ciekawostki o danym zabytku. Wszystko naniesione zostało na Google Maps. Nie wiem, po co o tym piszę, jakoś tak mi się przypomniało i wzięło mnie na wspominki, a chodziło mi tylko o to, by nakreślić Wam historię związaną z moim zamiłowaniem do zwiedzania Wrocławia. Wróćmy więc do sedna :)



Żródło

Źródło

Z okazji tego, że w 2016 roku Wrocław pełni rolę Europejskiej Stolicy Kultury, w mieście odbywa się wiele ciekawych wystaw i wydarzeń artystycznych. Staram się w nich uczestniczyć, kiedy tylko mogę. Dość spontanicznie wybrałam się z koleżankami na kończącą się wystawę portretów Witkacego w CK Zamek, mieszczącym się w znacznie oddalonej od centrum Leśnicy. Sama wystawa była bardzo mała (i niestety droga), liczyła raptem kilkanaście obrazów oraz trochę zdjęć i reprodukcji pocztówek, ale okazała się bardzo interesująca, zwłaszcza w kontekście ekspozycji obrazów Witkacego w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, którą miałam okazję oglądać w sierpniu. W tym niepozornym przybytku kultury w niedużym mieście znajduje się największa na świecie kolekcja dzieł Witkiewicza. W Leśnicy za to można było obejrzeć wykonane w technice pasteli portrety Eugenii Wyszomirskiej. Podobało mi się, lubię twórczość Witkacego (nie tylko plastyczną, literacką również). Cenię tę pozorną niedbałość połączoną z niebywałą precyzją w oddaniu twarzy modeli. W ich oczach jest tak wiele życia, jak gdyby wręcz żywi spoglądali na nas z nonszalanckich rysunków i obrazów. We foyer można było obejrzeć animację na podstawie Pani Tutli-Putli, ale odpuściłyśmy sobie, bo można ją znaleźć w Internecie. Wystawa była naprawdę godna uwagi z wielu względów, ale nie będę Was zanudzać, bo 30 października się zakończyła. CK Zamek organizuje wiele interesujących wydarzeń, chociażby Jarmark Jadwiżański, zachęcam więc Wrocławian do śledzenia kalendarza zamkowych imprez.



Do Leśnicy warto jednak wybrać się bez okazji, bo to bardzo ciekawa okolica. Leśnica (niem. Lissa) przez długi czas była odrębnym miastem. W XVIII wieku straciła prawa miejskie i do początków XX wieku pozostawała wsią, by w 1928 roku znaleźć się w granicach Wrocławia. Historyczny układ urbanistyczny w dużej mierze się zachował, ostało się też wiele przedwojennych kamienic. To wszystko sprawia, że ten rejon Wrocławia charakteryzuje się naprawdę wyjątkową atmosferą. Warto obejrzeć zamek, którego korzenie sięgają jeszcze czasów średniowiecza, a w którym obecnie mieści się wspomniane Centrum Kultury. Przed zamkiem stoi barokowa kolumna Matki Boskiej z Dzieciątkiem i św. Jana Nepomucena, a wokół budynku rozpościera się piękny park, idealny na spacery. Polecam też zerknąć na gotycki kościół św. Jadwigi oraz wmurowane w fasadę nagrobki, piękną i zabytkową drewnianą stację kolejową, a także ceglany budynek poczty. Mam nadzieję, że Was zachęciłam :) W moim odczuciu takim zwartym zespołem, w którym poczujemy trochę ducha przedwojennego Wrocławia, jest Psie Pole, jednak to Leśnica wydaje mi się bardziej interesująca. Ale to tylko moje odczucia :)



Jeszcze kilka słów o, nazwijmy to, infrastrukturze gastronomicznej ;) W Leśnicy podoba mi się to, że znajdziemy tam miejsce, w którym możemy posiedzieć ze znajomymi, nie trzeba od razu jechać do centrum. Jest pizzeria, sushi, pub Lissa, nawiązujący do przedwojennej nazwy oraz kawiarnia Black Point. To właśnie na tę ostatnią lokalizację zdecydowałyśmy się z dziewczynami w ten mroźny październikowy wieczór. I muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem tego miejsca, na pewno nie raz się tam wybiorę. Wystrój jest bardzo przytulny, obsługa miła, a menu co najmniej intrygujące. Dodatkowego plusa kawiarnia zarobiła sobie tym, że wspiera zwierzaki, m.in. poprzez sprzedaż toreb, z których dochód trafia do potrzebujących czworonogów. Dziewczyny zamówiły herbatę jarzębinową, podaną w zabawnych słoikach i były bardzo zadowolone. Ja skusiłam się na różano-lawendowe latte i quesadillę. Obydwie rzeczy serdecznie polecam, były pyszne, a kawie aromatu dodawała prawdziwa lawenda, a nie sztuczny syrop. Jestem naprawdę miło zaskoczona, że tak fajne lokale można znaleźć nie tylko w okolicach Rynku, ale także na peryferiach! 




Mam nadzieję, że wirtualna wycieczka ze mną zachęciła Was do odwiedzenia tego miejsca osobiście :) Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów na temat Leśnicy i okolic, to odsyłam Was do bloga Lissa, sama znalazłam tam mnóstwo informacji :)

Do usłyszenia!
Copyright © 2016 Black Rainbow Blog , Blogger