10/21/2016

Wrocławska wojna o pączki !!!

Wrocławska wojna o pączki !!!
Jestem Ewelina i kocham pączki. Wyznanie jak ze spotkania AA, ale cóż, nic nie poradzę na to, że uwielbiam słodkości. Co prawda, nie przepadam za słodkimi bułkami, muffinkami, ptysiami czy bezami, preferuję wszystko, co zawiera czekoladę, ale jednak pączki to co innego. Najbardziej kocham takie z konfiturą różaną, jakie robimy z mamą co roku na Tłusty Czwartek. Smażone na smalcu, malutkie, pulchiutkie, z dużą ilością nadzienia, lukrowane, najlepiej jeszcze ciepłe. Zazwyczaj wpycham w siebie tyle, że aż chce mi się rzygać, potem czekam, aż przejdzie i biorę się za kolejne. Ale to tylko w ten jeden wyjątkowy dzień.

Poza tym raz na jakiś czas skuszę się na jakiegoś pączusia z cukierni, ale do niedawna nie miałam swoich ulubionych. Potem spróbowałam wypieków Starej Pączkarni przy ul. Świdnickiej i już wiedziałam, skąd te kilometrowe kolejki. Dla mnie te pączki są pyszne, zwłaszcza na świeżo. Lekko chrupkie z zewnątrz, puszyste i nie za suche, z dużą ilością nadzienia. Dlatego korzystam zawsze z okazji, kiedy przechodzę tamtędy i nie widzę zbyt wielu ludzi czekających na zakup smakołyków i sama wybieram coś dla siebie, mojej mamy i Reni. Pies zawsze ma najlepiej, bo próbuje wszystkie. Ale taki psi przywilej. Spróbowałam już wielu wersji, ale najbardziej smakują owocowe, te z czekoladą, nutellą czy toffi są dla mnie po prostu za słodkie.


Stara Pączkarnia to sieciówka, spotkałam ją także w Szczecinie, ale nie wiem, czy jeszcze w jakimś mieście mają swoje lokale. I tutaj zaczyna się drama. Niedawno we Wrocławiu otworzyła się druga filia Starej Pączkarni przy ul. Kuźniczej, a przy starej Starej Pączkarni przy Świdnickiej wywieszono karteczkę informującą stanowczo, aby nie kojarzyć ich z nową Starą Pączkarnią z Kuźniczej, bo oni, w przeciwieństwie do konkurencji, stawiają na jakość. W odpowiedzi w oknie przy Kuźniczej zawisł dokument potwierdzający prawo pączkarni do wykorzystywania nazwy i znaku firmowego Starej Pączkarni. No po prostu drama niczym swego czasu przepychanki na youtube.


Trudno się w tym wszystkim połapać, kto co komu, kto ma do czego prawo, a kto z kim nie ma nic wspólnego. Dla mnie dziecinada – podobno spowodowana jakimiś niesnaskami między właścicielami. Tym bardziej mnie to bawi :) W każdym razie, Internet wrocławski zawrzał, pojawiły się głosy, że przy Kuźniczej brud, smród i chujowe pączki, odpierane z drugiej strony przez osoby, które różnicy między wypiekami obydwu pączkarni nie widzą.

Jako że zawsze sama muszę wszystko zbadać, spontanicznie, wracając wieczorem z czeskiego, postanowiłam kupić każdej z nas po pączku z Kuźniczej. Uciekł mi przez to autobus i musiałam drałować pod Renomę na 149. Przechodząc koło Starej Pączkarni na Świdnickiej, doznałam olśnienia i zdecydowałam, że kupię jeszcze jednego pączka i przeprowadzę ultymatywny test organoleptyczny, by móc rzetelnie stwierdzić, kto ma rację.


No cóż, okazało się, że faktycznie, między pączkami różnica jest ogromna, a podobieństwo kończy się na lekko trójkątnym kształcie. Te ze Świdnickiej są o niebo lepsze, na Kuźniczą już raczej nie wrócę. Na pierwszy rzut oka widać, że te drugie są znacznie ciemniejsze, dłużej leżały w tłuszczu, są nim bardziej nasączone. Ciasto jest jakby bardziej wyrośnięte, ale ciężkie, suche i bez smaku. No może z lekkim posmakiem długo niezmienianego oleju. Nadzienia tam tyle co kot napłakał, a do tego kiepsko smakuje. Miała być kukułka, a wyszedł czekoladowy budyń z nutką spirytusu, czy coś w tym stylu. No nie smakowały mi te pączki kompletnie. Ale nie tylko mnie, wszyscy, włącznie z koneserką wszelkich smaków Amy, uznali, że wypieki ze Świdnickiej konkurencji w tych z Kuźniczej nie mają.


Ciekawa jestem, jak nasza pączkowa wojna dalej się potoczy, bardzo mnie cała sytuacja śmieszy swym absurdem, a pasywno-agresywne środki, po jakie sięgają obydwie strony, przywołują uśmiech żenady na mą twarz :) 

Może trochę głupi temat na pierwszego posta, zwłaszcza że nie będzie to blog kulinarny, bynajmniej, bo mam do gotowania dwie lewe ręce, a z potraw to najbardziej lubię burgery i kebaby :P (Lubię, ale to nie znaczy, że często jadam, bo jednak staram się odżywiać racjonalnie:)) Na jedzeniu i kuchni się nie znam, ale i tak mam zamiar trochę o niej pisać, z tym że raczej w kontekście miejsc, które warto we Wrocławiu odwiedzić, bo sama lubię ze znajomymi wyskoczyć czasem na obiad na mieście lub dobrą kawę :) Cóż, możecie spodziewać się tu totalnego misz-maszu, bo mam zamiar pisać o tym, czym akurat mam ochotę się podzielić.


Ciekawa jestem Waszych doświadczeń z pączkami :)

Do następnego!
Copyright © 2016 Black Rainbow Blog , Blogger